Chcę wyrzucić, a odkładam...

To chyba genetyczne, bo zbierala moja babcia , mama: sprzety, cichy...ja do tego notatki, ksiazki, artykuly pismiennicze..... Czy macie patenty, jak nauczyc się wyrzucać? Tak mi wszystkiego szkoda....a powinnam zacząć odgruzowywac dom, przecież nie wszystko się przyda...a tu sentymenty, oszczędność...jak sobie z tym radzić?
Podziękował(a) 1AgaMaria
«1

Komentarz

  • edytowano maja 2025
    Ja mam zasadę, że jak czegoś nie użyłam przez. 2-3 lata, to wyrzucam/oddaję/ pozbywam się

  • Zazdroszczę, ja niestety łudzę się, że schudnę...

    Podziękował(a) 2Bea MAFJa
  • Kup garaż na takie sentymenty:)

    Podziękował(a) 1Bea
  • Madzikg powiedział(a):

    Zazdroszczę, ja niestety łudzę się, że schudnę...

    Madzik przecież Ty piękna kobieta jesteś! Po co chcesz się odchudzić? Nie jesteś gruba, w sam raz.

  • Honi powiedział(a):

    Kup garaż na takie sentymenty:)

    A potem, jak już się w garażu przestanie mieścić, akcja "Warany z garażu"
    ;)

  • Jak Ciebie zobaczyłam @Katarzyna w wątku, to tylko taka myśl: każdy z nas ma jakieś swoje warany ;)

  • Ja już dorosłam do wyrzucania. Skończyła się przestrzeń w moim życiu na rozdawanie waranów. W te wakacje znów stanie kontener na podjeździe i znów wyjedzie pełny. Mam ból, bo lubię, żeby przedmioty miały drugie życie. Ale boleśnie wiem, że to zupełnie niedzisiejsze podejście. Dziś wszystko jest jednorazowe. I przedmioty i relacje :(

  • Przedmioty owszem, ale relacje nieprawda!

    Podziękował(a) 1AgaMaria
  • To kwestia mentalu. Zaczynasz od zgody na jednorazowość przedmiotów (tanie, wygodne, łatwe, niekłopotliwe, nie angażujące emocjonalnie…), a potem taki mental generalizuje się na inne dziedziny życia.
    Stara już jestem i dlatego nachodzą mnie takie starcze refleksje…
    ;)

  • edytowano maja 2025
    @Katarzyna, w kwestii drugiego życia przedmiotów, nie ma u Was żadnego sklepu charytatywnego?
    Mi bardzo ta opcja odpowiada: przywozisz i zostawiasz wszelkiego rodzaju warany bez fotografowania, opisywania, segregowania, pakowania, wysyłania. Sklep sprzedaje w atrakcyjnych cenach (nie raz też kupiłam coś fajnego za śmieszne pieniądze) a dochód idzie na sensowną dobroczynność.
    Wg mnie super opcja.

  • Nie znam żadnego w okolicy.

  • @Wirtema
    Znam Twój ból
    Rozumiem, że chodzi o cos innego, szybszego niz opisywanie robienie zdjęć i wysyłanie komuś, choćby tu w wątku jelonkowym . U nas tez nie ma w okolicy sklepu charytatywnego.

    Więc tak:
    Zabawki plastikowe , które się (z grubsza) nadają do zabawy w plenerze, podrzucam nocą na płac zabaw. Oczywiście czyste i nieuszkodzone.

    Książeczki i puzzle oraz czyste i zatemperowane kredki związane gumką w pęczek, podrzucam w poczekalni dla dzieci - w przychodni, lub na oddziale szpitalnym.
    Ksiazki dla dorosłych wkładam w bibliotece do kosza, w którym każdy moze zostawić i zabrać sobie ksiazki jakie mu się podobają.

    Ciuchy, trochę gorsze wynoszę do kontenera, lepsze na których nie ma chętnych - wysyłam bezpłatnie do Lalafo.
    Koce, narzuty i stare kołdry trafiają do schroniska dla zwierząt.
    W ten sposób zaczełam sobie radzić z odgruzowywaniem, bo wciąż nie dojrzałam do tego, aby cos po prostu wyrzucić na śmietnik.
    Albo oo prostu sytuacja życiowa jeszcze mnie do tego nie zmusiła.

    Podziękował(a) 4AgaMaria Bea Madzikg Marysia
  • Ubrania z moich córek od rozdałam do spodu, część rzeczy sprzedałam, cześć wrzuciłam do szczęk. Ubrania po synkach rozdałam. Zostawiam sobie tylko najlepsze rzeczy ze starszego na średniego i ze średniego na najmłodszego. I z każdego dziecka zostawiłam tak na pamiątkę jacy byli malutcy tak po bodziaczku najmniejszym i czapeczce noworodkowej, dziewczynkom po sukieneczce malutkiej.
    Swoje ciuchy zanoszę do szczęk bezlitośnie. Mężowi też robię naloty na szafę i robię przerzedzenie. A i tak jest tych betów i butów nas wszystkich tyle...

  • Polecam wszelkie grupy śmieciarkowe.
    Można oddać najdziwniejsze rzeczy.
    Ludzie sami przyjeżdżają, albo gdzieś się umawiamy przy okazji.
    Wydałam mnóstwo rzeczy kuchennych, ogrodowych, miliony ozdóbek, napoczęte rzeczy do prac ręcznych, meble, obrazki, stary odkurzacz, porwany kosz wiklinowy, torby słoików do zapraw.
    Nie wiem po co ludziom niektóre rzeczy, ale zawsze zanim wyrzucę, cykam zdjęcie i na śmieciarę. Nie rezerwuję
    W 80% pozbywam się wszystkiego.

  • edytowano maja 2025
    Też nie umiem wyrzucać trochę z oszczędności, a trochę moje ekoserduszko krwawi jak pomyślę ile plastiku wywalamy i ile pracy, wody, energii kosztuje wyprodukowanie tego.
    Sama staram się już kupować jak najmniej, a jeśli czegoś potrzebuję, to najpierw szukam używanek.

    Pomagałam w likwidacji dwóch, dosyć zamożnych domów po śmierci właścicieli.
    Kosztowało to mnóstwo pracy i sporo pieniędzy. Nie warto gromadzić, no może złoto, antyki ;) , a cała reszta i tak skończy na śmietniku.

    Podziękował(a) 1Ojejuna
  • W Krakowie, na grupie smieciarkowej, raz yla do oddania trumna.
    Nieużywana.

    Podziękował(a) 3Agnicha Bea Madzikg
  • Pewnie się komuś przydała ;)
    Może zrobił kwietnik albo grządki podwyższane ;)

  • Albo się bawił w Drakulę i mu się przejadła ta zabawa ;)

  • Albo akurat teściowa zmarła.

  • edytowano maja 2025
    :czarny humor on: Albo akurat umierał jak w śmieciarce grzebał, to się trumna przydała... :czarny humor off:
    ;)

    Podziękował(a) 2Bea Juka
  • No albo właśnie nie udał się zamach na tesciową i zięciu odpuścił i podał dalej rekwizyt.

    Podziękował(a) 2Juka Ojejuna
  • A. Bo myślenie nabywcy i sprzedawcy inne są.
    Stolarz sprzeda

  • Rozumiem te nadmiary i to że przeszkadzają, ale obecne realia finansowe coraz bardziej skłaniają do niewyrzucania jednak. Ubrania stopniowo noszę. Czasem oddaję na tzw. wymianki przy spotkaniach z koleżankami. Sama rzadko korzystam z tej formy jako biorczyni, bo babki są niższe i mają mniejsze rozmiary.
    Zanim coś wyrzucę, to jednak skłaniam się do zużycia. Albo raczej zanim coś kupię, lepiej przeszukam szafki. Znalezienie skłania mnie do używania.
    Ale nie jestem na Fb nie jestem na grupach, nie będę traciła energii kilku godzin na oddanie czegoś... Przed chwilą wywaliłam kilka doniczek plastikowych (mąż porządkuje domek ogrodowy). Mogłam zostawić, ale trzeba było odkamieniać dół tej doniczki. Realnie, czy będę na to chciała zainwestować czas i siły? Ile kosztuje taka doniczka?

    Mnie nie tyle rzeczy przeszkadzają co to, że nie lubię segregować, układać, panować nad tym wszystkim i nie wiem, gdzie co mamy. To znaczy zastawa stołowa ok, ręczniki i pościel w miarę też, ale już ubrania i buty to gorzej. Może wynika to z tego, że rzeczy letnie daję na zimę na górne szafki, letnie na odwrót. Nie mam w tym zupełnego ładu. Nie pamiętam, gdzie co jest. Pewnych rzeczy znaleźć nie mogę.
    W każdym razie w tzw. realu życia zwykle mam pilniejsze czy ważniejsze sprawy niż wielogodzinne segregowanie...
    Do tego popsuła nam się szafa w sypialni, zawaliły się szafki, to też utrudnia trzymanie porządku. Staram się panować nad tym wybiórczo.

  • Dawne rzeczy wciąż w użyciu. Przy mnie angielska podkładka pod naczynia, na obrazku stare dyliżansy. Ciocia miała kiedyś kolegę czy sympatię z Anglii. Gościł nawet u nas na polskiej wigilii i rodzice dostali upominek. To były jakieś lata 70 te lub 80 te XX wieku. Ciocia już nie żyje, nie wiem, co z tym kolegą, a te podkładki bardzo lubię.

    Takich rzeczy to nie wyrzucam.
    Fakt nie wszystko jest trwałe i dobrej jakości.
    Sporo mam po przodkach, sporo wydałam, ale nie wszystko.

  • Ogólnie nie przejmuję się, a bardziej metodyczne uporządkowanie rzeczy odkładam na mglistą emeryturę.

    Czasem kłopotliwe są nietrafione prezenty.

  • My już mamy temat przegadany. Latem zamówimy kontener i sprzatniemy strych. Tam jest nawet wózek Wojtka, a Wojtek w tym roku stary na dwie dychy.
    Przy czym, ja bardzo lubię starocie, przedmioty z drugiej albo siódmej ręki. OLX i śmieciarkę.
    Ale selekcja i kontrola, to dwa słowa klucze.

    Podziękował(a) 3Nigella Odrobinka Ojejuna
  • Jak sprzątałam mieszkanie mamy (40 m2 tylko) to nie miałam sentymentów, bo nie miałam czasu. Ręczniki i pościel którą pamiętam z dzieciństwa, masa rzeczy jeszcze zanim się urodziłam. Zachowałam tylko ciekawe dokumenty, jakieś drobne pamiątki, zdjęcia.
    Zostawiłam dobre sztućce, talerze i garnki dla lokatora, bo dobrego nie wyrzucę a się komuś przyda. Masa worków, które potem kuzyn wywoził gdzieś, gdzie się w Warszawie takie rzeczy wywozi. Ja już nie miałam czasu, bo jeszcze trzeba było mieszkanie posprzątac. Może i szkoda, może można było oddać, ale kto by nad tym miał czas siedsiec.

    W domu tak robię. Ubrania po dzieciach oddaję, niepotrzebne zabawki, takie dla młodszych dzieci, jakieś gry czy puzzle natychmiast na grupach śmierciarkowych schodza. Takie też mamy tu w UK, przez Polaków organizowane. Czy na lokalnej grupie oddawałam jedzenie dla chomika, który nam zdechł. Staram się nie wyrzucać dobrego.

    A jak już wysprzątalam to mamy mieszkanie, to otworzyłam takie pomieszczenie -komowrke na klatce schodowej. Masakra. Tam jeszcze rzeczy co Gomułkę pamiętają... Wyrzuciliśmy co nieco a resztę zamknęłam i zajmę się tym pewnie dopiero jak będę sprzedawać.

  • edytowano maja 2025
    Mam takie doświadczenie ogarnięcia dużej ilości rzeczy nagromadzonych przez lata przez tate. Przejrzałam wszystkie ubrania a tata bardzo lubił fajnie wyglądać więc np kolekcja ponad 100 krawatów - zostawiłam same jedwabne, koszul też ponad setka, marynarek, bezrękawnikow, kaszkietow tweedowych i wełnianych, beżowych, granatowych, oliwkowych trenczów, różnych ładnych rzeczy. Część zostawiłam tacie, część podarowaliśmy z mamą osobie potrzebującej, część zapakowałam i wrzuciłam do kontenerów na odzież. Dom aż odetchnął. Potem kuchnia - wszystkie rzeczy nie do kompletu - out, plastikowe miski - out, stare przybory - out, zwietrzałe przyprawy, ziołowe herbaty po terminie - out. Potem porządki w piwnicy. Razem z mamą sprawdzalyśmy wszystkie słoiki i weki. Co stare - otwieralysmy i zawartość na kompost, słoiki lepsze na przetwory, gorsze na stłuczkę. Stare gazety i magazyny - na makulaturę, graty do gratów, plastiki do plastików, komunalne do komunalnych, tekstylia zniszczone do specjalnego wora i też na Pszok. Do tego niepotrzebne stare meble, gruz z remontowanej łazienki, który ladowalysmy wiaderkami. Sprzatnelysmy też garaż i dwa magazynki na podwórku. Nie pamiętam już ile kursów na Pszok zrobiłyśmy vanem mojego brata ale dużo, odpadały nam już ręce ze zmeczenia. Brat pomógł nam na koniec z gabarytami, starą wanną żeliwną, starą pralką, jakimiś drutami, zardzewiałymi sitami, ramami.
    Jak już wróciłam do siebie do domu to miałam dużo chłodniejsze spojrzenie na przedmioty, bo doświadczyłam na własnej skórze, że każdy nadmiarowy, zachowany przedmiot to balast. A trzeba iść do przodu, nie oglądać się za siebie.
    Literowki

    Podziękował(a) 4AgaMaria agatak Izka Juka
  • U nas są 2 razy w roku gabaryty, na jesień i na wiosnę.
    Wystarczy tylko wynieść przed dom.
    W listopadzie prawie tydzień woziłam taczką, a sąsiedzi przychodzili jak do sklepu :) i wybierali co jeszcze tam im się przydawało.
    I tak została niezła góra tego wszystkiego.
    Niestety na wiosnę nie miałam czasu, a jeszcze garaż czeka.

  • To wszędzie tak, że dwa razy do roku gabaryty. U nas chodziło o to, że mieszkamy w innych województwach a trzeba było wykorzystać czas wakacji, gdy tata był w szpitalu, przystosować dom, by nie musiał wysłuchiwać hałasów i nie dodawać mu żalu przy segregowaniu, bo czego oczy nie widzą - tego sercu nie żal a wiadomo jakie człowiek ma sentymenty.

    Podziękował(a) 1Madzikg

Zostaw komentarz

PogrubionyKursywaPrzekreślenieLista numerowanaLista nieuporządkowana
Emoji
Attach file
Attach image
Wyrównaj do lewejWyśrodkujWyrównaj do prawejPrzełącz widok HTMLPrzełącz pełna stronaPrzełącz światła
Upuść obraz/plik