Chcę wyrzucić, a odkładam...
To chyba genetyczne, bo zbierala moja babcia , mama: sprzety, cichy...ja do tego notatki, ksiazki, artykuly pismiennicze..... Czy macie patenty, jak nauczyc się wyrzucać? Tak mi wszystkiego szkoda....a powinnam zacząć odgruzowywac dom, przecież nie wszystko się przyda...a tu sentymenty, oszczędność...jak sobie z tym radzić?
Podziękował(a) 1AgaMaria

Komentarz
Stara już jestem i dlatego nachodzą mnie takie starcze refleksje…
Mi bardzo ta opcja odpowiada: przywozisz i zostawiasz wszelkiego rodzaju warany bez fotografowania, opisywania, segregowania, pakowania, wysyłania. Sklep sprzedaje w atrakcyjnych cenach (nie raz też kupiłam coś fajnego za śmieszne pieniądze) a dochód idzie na sensowną dobroczynność.
Wg mnie super opcja.
Znam Twój ból
Rozumiem, że chodzi o cos innego, szybszego niz opisywanie robienie zdjęć i wysyłanie komuś, choćby tu w wątku jelonkowym . U nas tez nie ma w okolicy sklepu charytatywnego.
Więc tak:
Zabawki plastikowe , które się (z grubsza) nadają do zabawy w plenerze, podrzucam nocą na płac zabaw. Oczywiście czyste i nieuszkodzone.
Książeczki i puzzle oraz czyste i zatemperowane kredki związane gumką w pęczek, podrzucam w poczekalni dla dzieci - w przychodni, lub na oddziale szpitalnym.
Ksiazki dla dorosłych wkładam w bibliotece do kosza, w którym każdy moze zostawić i zabrać sobie ksiazki jakie mu się podobają.
Ciuchy, trochę gorsze wynoszę do kontenera, lepsze na których nie ma chętnych - wysyłam bezpłatnie do Lalafo.
Koce, narzuty i stare kołdry trafiają do schroniska dla zwierząt.
W ten sposób zaczełam sobie radzić z odgruzowywaniem, bo wciąż nie dojrzałam do tego, aby cos po prostu wyrzucić na śmietnik.
Albo oo prostu sytuacja życiowa jeszcze mnie do tego nie zmusiła.
Swoje ciuchy zanoszę do szczęk bezlitośnie. Mężowi też robię naloty na szafę i robię przerzedzenie. A i tak jest tych betów i butów nas wszystkich tyle...
Można oddać najdziwniejsze rzeczy.
Ludzie sami przyjeżdżają, albo gdzieś się umawiamy przy okazji.
Wydałam mnóstwo rzeczy kuchennych, ogrodowych, miliony ozdóbek, napoczęte rzeczy do prac ręcznych, meble, obrazki, stary odkurzacz, porwany kosz wiklinowy, torby słoików do zapraw.
Nie wiem po co ludziom niektóre rzeczy, ale zawsze zanim wyrzucę, cykam zdjęcie i na śmieciarę. Nie rezerwuję
W 80% pozbywam się wszystkiego.
Sama staram się już kupować jak najmniej, a jeśli czegoś potrzebuję, to najpierw szukam używanek.
Pomagałam w likwidacji dwóch, dosyć zamożnych domów po śmierci właścicieli.
Kosztowało to mnóstwo pracy i sporo pieniędzy. Nie warto gromadzić, no może złoto, antyki
Nieużywana.
Może zrobił kwietnik albo grządki podwyższane
Stolarz sprzeda
Zanim coś wyrzucę, to jednak skłaniam się do zużycia. Albo raczej zanim coś kupię, lepiej przeszukam szafki. Znalezienie skłania mnie do używania.
Ale nie jestem na Fb nie jestem na grupach, nie będę traciła energii kilku godzin na oddanie czegoś... Przed chwilą wywaliłam kilka doniczek plastikowych (mąż porządkuje domek ogrodowy). Mogłam zostawić, ale trzeba było odkamieniać dół tej doniczki. Realnie, czy będę na to chciała zainwestować czas i siły? Ile kosztuje taka doniczka?
Mnie nie tyle rzeczy przeszkadzają co to, że nie lubię segregować, układać, panować nad tym wszystkim i nie wiem, gdzie co mamy. To znaczy zastawa stołowa ok, ręczniki i pościel w miarę też, ale już ubrania i buty to gorzej. Może wynika to z tego, że rzeczy letnie daję na zimę na górne szafki, letnie na odwrót. Nie mam w tym zupełnego ładu. Nie pamiętam, gdzie co jest. Pewnych rzeczy znaleźć nie mogę.
W każdym razie w tzw. realu życia zwykle mam pilniejsze czy ważniejsze sprawy niż wielogodzinne segregowanie...
Do tego popsuła nam się szafa w sypialni, zawaliły się szafki, to też utrudnia trzymanie porządku. Staram się panować nad tym wybiórczo.
Takich rzeczy to nie wyrzucam.
Fakt nie wszystko jest trwałe i dobrej jakości.
Sporo mam po przodkach, sporo wydałam, ale nie wszystko.
Czasem kłopotliwe są nietrafione prezenty.
Przy czym, ja bardzo lubię starocie, przedmioty z drugiej albo siódmej ręki. OLX i śmieciarkę.
Ale selekcja i kontrola, to dwa słowa klucze.
Zostawiłam dobre sztućce, talerze i garnki dla lokatora, bo dobrego nie wyrzucę a się komuś przyda. Masa worków, które potem kuzyn wywoził gdzieś, gdzie się w Warszawie takie rzeczy wywozi. Ja już nie miałam czasu, bo jeszcze trzeba było mieszkanie posprzątac. Może i szkoda, może można było oddać, ale kto by nad tym miał czas siedsiec.
W domu tak robię. Ubrania po dzieciach oddaję, niepotrzebne zabawki, takie dla młodszych dzieci, jakieś gry czy puzzle natychmiast na grupach śmierciarkowych schodza. Takie też mamy tu w UK, przez Polaków organizowane. Czy na lokalnej grupie oddawałam jedzenie dla chomika, który nam zdechł. Staram się nie wyrzucać dobrego.
A jak już wysprzątalam to mamy mieszkanie, to otworzyłam takie pomieszczenie -komowrke na klatce schodowej. Masakra. Tam jeszcze rzeczy co Gomułkę pamiętają... Wyrzuciliśmy co nieco a resztę zamknęłam i zajmę się tym pewnie dopiero jak będę sprzedawać.
Jak już wróciłam do siebie do domu to miałam dużo chłodniejsze spojrzenie na przedmioty, bo doświadczyłam na własnej skórze, że każdy nadmiarowy, zachowany przedmiot to balast. A trzeba iść do przodu, nie oglądać się za siebie.
Literowki
Wystarczy tylko wynieść przed dom.
W listopadzie prawie tydzień woziłam taczką, a sąsiedzi przychodzili jak do sklepu
I tak została niezła góra tego wszystkiego.
Niestety na wiosnę nie miałam czasu, a jeszcze garaż czeka.